Współczuję naukowcom

Współczuję naukowcom. Nie wszystkim, tylko tym, którzy całe życie poświęcają by odkryć coś czego autorami nie są. W blasku świateł, na królewskich pełnych blichtru salonach rozdaje im się dowód uznania jakby to oni zapoczątkowali coś co de facto istniało od samego początku. Współczuję tym naukowcom, którzy nie potrafią się przyznać, że badają zaistniałą rzeczywistość, próbują zrozumieć coś co już istnieje, więc zasadniczo nic nowego do naszego życia nie wnoszą, jednocześnie nawet o milimetr nie zbliżają się do tematu przyczyny istnienia tego wszystkiego co odkrywają, a jednocześnie zapewniają, że tą przyczynę znają. Tacy naukowcy przypominają mi współczesnych lekarzy, którzy leczą objawy, ale bardzo często dalecy są od znalezienia przyczyny. Objawy znikają i pojawiają się, znikają i pojawiają się, ponieważ nikt nie zna przyczyny. Żaden naukowiec nie jest w stanie, przy pomocy tzw. metody naukowej czyli metody pozwalającej na powtarzalność eksperymentu w takich samych wa...